The Cure

The Cure jest zespołem, którego nie trzeba reklamować. Są prawdziwymi dziadkami grania, którzy od dawna mają zajęte swoje miejsca na scenie i nikt ich z niego nie zepchnie dopóki oni tego nie będą chcieli. Na przestrzeni lat zdołali wyrobić sobie tak popularną i rozchwytywaną markę, że wszystko, czego się tkną, będzie świętością. Wydali sporo albumów, nagrali bardzo wiele hitów, które raczej nigdy nie zajmą pierwszych miejsc na notowaniach MTV, Vivy oraz podobnych tego typu stacjach, ale w alternatywie, gdzie liczy się dobra muzyka, a nie wizerunek i marketing, są jedyni w swoim rodzaju i zawsze będą zajmowali wyższe stanowiska. Nie tylko muzyka w ich przypadku zasługuje na owacje na stojąco, ale i teledyski, które mają taką moc w sobie, że po ich oglądnięciu późnym wieczorem, w swoim łóżku, można mieć problemy ze spaniem bądź późniejszym spokojnym snem w nocy. "Lullaby" miało taki teledysk, że wyciskał on ze wszystkich twardzieli odruchy nerwowe - klimat, niesamowita mimika twarzy lidera - Roberta Smitha robiła swoje, inscenizacja małego teatrzyku w łóżku okrytego grubymi warstwami pajęczyny przyprawia o prawdziwe, potężne dreszcze. To wszystko okraszone świetną, klimatyczną, zazwyczaj spokojną muzyką musiało zrobić swoje. I zrobiło.

 
Domeny - pościel - System zarządzania treścią CMS - nagrzewnice - Buddenbrookowie streszczenie - Rodzina Zastępcza - zdjecia lotnicze - bielizna erotyczna - parkiety - Team building - Księgarnia - łuszczyca - Regały półkowe